Maskotki.....moja córka otacza się nimi, kolekcjonuje i zagraca calutki dom. Wszystko co miękkie i da przytulić, staje się ulubionym przytulakiem. Tak więc na łóżku z małą księżniczką śpi cała armia obrońców i co chwila dochodzą nowi ;). Każdy prototyp moich wytworków szybko przechwytują malutkie łapki, które poddają nieszczęsnego pluszaka testom wytrzymałości. To małe tornado jest najlepszym testerem maskotki, jeśli takowa przetrwa godzinę zabawy, to w rękach delikatniejszych spokojnie przetrwa rok. Jeśli pod koniec dnia maskotka nadal ma wszystkie łapki, uszy... to gwarancję daję wieloletnią ;)
Porwałam się na włochatego króliczka, ile z tego jest nitek, wszystko fruwało mi po salonie, gdy wycinałam szablon. Maszyny dawno tak nie przytkało jak dzisiaj.
Króliczek w barwach ochronnych, mięciutki i oczywiście już do Asiowej armii przechwycony ;)
Dziękuje bardzo za wszystkie ciepłe słowa pod ostatnim postem :)))
Izabela