piątek, 13 marca 2015

przychodzą do mnie czasami takie dni ....







Przychodzą do mnie czasami takie dni,
 że mam ochotę z krzykiem uciekać, schować się i przez chwilę nie być. Czasami chciałabym uciec... uciec od problemów, uciec o mamoo niecichnącego, uciec od tak zwanych znajomych, uciec od wiadomości ze świata: od porzuconych dzieci, od zagrożenia wojną... po prostu uciec.


Przychodzą do mnie czasami takie dni,
 że mogłabym je jeść łyżkami, gdzie całą sobą nie ogarniam tego szczęścia. I chciałabym więcej i mało mi tego mamoo, i nagadać się z przyjaciółką nie mogę, i na rzęsach stanę, a ciasto upiekę, i świeże kwiaty w wazonie, a w radiu mówią, że sponsor się znalazł i na drogą operacje poleci chłopiec z miejscowego szpitala, a w naszej wspólnocie zebrała się grupa ludzi i szykują paczki świąteczne do domu dziecka. Takie dni jadłabym łyżkami i szczęście, które aż rozrywa.

Przychodzą do mnie czasami takie dni,
że wszystko mi jedno, i ten kubek nieumyty zupełnie mi nie przeszkadza, a te piętrzące się poduszki i koce to baza i dzieci właśnie kontynent zmieniają i z modnej Francuzki w indyjską księżniczkę (i nic to, że to mój najlepszy szal ciągną po podłodze)... Nie przeszkadza mi pizza na obiad i soki w kartoniku, nie przeszkadza kolejne ciastko.

Przychodzą do mnie czasem takie dni
gdy wiem, że jest ktoś kto mnie rozumie. Rozumie mój strach, rozumie moją codzienną walkę, rozumie moje rozterki i rozumie moje życie z dzieckiem niepełnosprawnym. I wiem, że tu nie muszę udawać twardej, że przy nich nie muszę wiedzieć wszystko. To jedno spojrzenie i nie trzeba nic tłumaczyć, nie trzeba się tłumaczyć, i nie ma tego: no bo wiesz ona tak ma, i nie trzeba: przepraszam cię bardzo ona to niechcący.
 I takie dni chłonę jak gąbka, i cieszę się szczęściem, i smucę smutkami, i jestem idealna w swojej niedoskonałości bycia mamą. I gdy już obgadamy wszystkie eco produkty, co zdrowe i co powinniśmy, to jedziemy do polskiej knajpy gdzie golonkę dają taką, że na talerzu się nie mieści ;). A sałatkę dla dzieci zrobimy jutro.

Przychodzą do mnie czasem takie dni, a ja je wszystkie biorę takimi, jakie są!

























12 komentarzy:

  1. Wiesz co? Popłakałam się czytając Twoje słowa. Tak po prostu.
    Tak pięknie ubrałaś w nie życie... Twoje... moje... ich...
    A zdjęcia - ech... tyle w nich miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie to napisałaś, chyle czoła

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny wpis, pozdrawiam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
  4. myslałam ,że masz trójke ;/

    kazdy ma takie dni choć nie kazdy ma taka Wyjatkowa Dziewczynke

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny wpis, u mnie podobnie, czasem wyje i nie mogę się pozbierać, czasem uśmiech od ucha do ucha. U mnie problemem jest nierozwiązany konflikt z siostrą, a to boli jak diabli.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic dodać nic ująć :) Cudnie napisane :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo te dni czasem tak roźne, raz chce się wyć z rozpczy, innym znów razem płakać ze szczęścia, życie... trzeba je brać takim, jakie jest, wspaniale, że to potrafisz. Cudna z Was Rodzina. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudna z Was rodzinka :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie,że piszesz.
    I zdjęcia takie jak to u Ciebie:ciekawe,piękne...

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepieknie napisane :-) Bardzo madrze i od serca.. az chce sie pod tym podpisac obiema rekami :-)

    I zdjecia piekne..Cudne buzie rozesmiane... Oby zawsze takie byly :-)

    Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale pięknie napisane... Aż mnie gdzieś tam w środku zatkało.
    Piękne musisz mieć serducho.
    Pozdrawiam ciepło:*

    OdpowiedzUsuń
  12. dziękuję wszystkim za te piękne słowa i czas mi poświęcony. Przepraszam, tych oczekujących na moderację komentarza. Ostatnio kompletnie o blogu nie myślałam, ogólnie wswzelkie tak zwane internety przestały mieś wielkie znaczenie. Nie mniej jednak postaram się wrócić, może z nową nazwą, nowymi pomysłami. Sciskam wszystkich i dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń